Świadectwa

Chcę się z Wami podzielić kilkoma refleksjami, które poruszyły moje serce podczas ostatnich rekolekcji wielkopostnych dla małżeństw prowadzonych w par. Matki Bożej Fatimskiej przez księdza moderatora Diecezji Warszawsko-Praskiej.

 

Rekolekcjonista przyrównał związek małżeński do Drogi Krzyżowej,  nie w odniesieniu do cierpienia, ale dobra, jakie cierpienie ze sobą niesie. Jezus w Ogrójcu modlił się, by wytrwać w drodze. My jako małżonkowie, też by wytrwać, stale zanosimy modlitwy do Ojca. Jezus był kuszony, my również różnym pokusom, już na samym początku mówimy:  zejdź mi z oczu szatanie. Jezus, by wypełnić wolę Ojca, w pokorze przyjął decyzję o swojej śmierci. My w chwili przysięgi małżeńskiej też podjęliśmy decyzję, że nie rozstaniemy się aż do śmierci, decyzję nieodwracalną. Jezus na Drodze Krzyżowej upadał, ale powstawał. W małżeństwie ludzką rzeczą jest upadać, ale szatańską trwać w upadku. Na krzyżu Jezus oddał wszystko. Ja również muszę mieć gotowość oddania wszystkiego współmałżonkowi: swoich przyzwyczajeń oraz czasu, który poświęcę tylko jemu.

 

Owocna okazała się praca w grupach. Rozważaliśmy problem, czym dla mnie jest małżeństwo i jakie ze sobą niesie zagrożenia dzisiejszy świat?

Doszliśmy do bardzo różnych wniosków. Najogólniej rzecz ujmując, małżeństwo jest wspólnotą i jednością. Zagrożenia wypisywaliśmy na dużych kartkach. Codzienne doświadczenie  podsuwało mnóstwo pomysłów: pracoholizm, rozłąka, brak zawierzenia Bogu, brak zaufania do siebie, mało modlitwy.

 

W szczególny sposób poruszyły mnie słowa, że to właśnie ja jestem odpowiedzialna za świętość męża. Moje zrzędzenie nie jest skuteczne, natomiast napominanie z miłością i mądrością jest do przyjęcia przez drugą osobę. Napominanie, którego celem jest dobro drugiego człowieka, a nie mój egoizm.

Mieliśmy szansę trochę sobie poschlebiać podczas pracy domowej, która polegała na wskazaniu dobrych cech małżonka. W odkrywaniu prawdy o współmałżonku miało pomóc  pytanie: co małżonek wnosi do naszego małżeństwa i za co mu dziękuję?

 

Na koniec rekolekcji mówiliśmy o szansach dla małżeństwa, którymi są przede wszystkim dobrze wypełniane nasze zobowiązania.

Po raz kolejny dotarło do mnie, że wspólne dążenie do świętości to nie tylko wypełnianie zobowiązań, ale także troska o to, by małżonek miał również czas na modlitwę osobistą.

Nasze zobowiązania są naturalnym następstwem podjętych wyborów życiowych. Wraz ze zmianą stanu cywilnego, rodzinnego, ewoluuje nasza modlitwa. Gdy byłam niezamężna, modliłam się sama (Namiot Spotkania). Gdy wyszłam za mąż, modlę się wspólnie z mężem. Gdy urodziły się dzieci, także zostały włączone do modlitwy. Pan Bóg szerzej otwiera nasze serca,  potrzebujemy więc wspólnoty, by piękniej się rozwijać duchowo. Powstają zatem kręgi, jeździmy na rekolekcje, podczas których ubogacamy się nawzajem swoimi doświadczeniami.

Jest oczywiście pewne „ale”… Otóż od mojej modlitwy osobistej, mojego spotkania z Bogiem zależy jakość pozostałych szans/zobowiązań, ponieważ moje dążenie do świętości przekłada się na domowników i środowisko, w którym na co dzień przebywam.

Chwała Panu

 

”””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””

Szczęść Boże!!!!

Nazywamy się Eliza i Adam, jesteśmy małżeństwem 14 lat. Mamy 4 dzieci. Jesteśmy w Domowym Kościele dwa lata. Chcielibyśmy podzielić się z wami naszym doświadczeniem z rekolekcji rodzin I stopnia które odbyły się w Olsztynie.

Sama decyzja wyjazdu na rekolekcje była bardzo trudna. Nie ukrywamy, iż koszta wyjazdu przerażały nas. Patrząc realnie na nasz budżet domowy, to nie było nas na to stać. Baliśmy się też z powodu naszej rocznej córeczki. Była ona w tym czasie bardzo płaczliwą i mocno związana z mamą. Sporo czasu spędziliśmy na modlitwie. Dużo rozmawialiśmy o tym z naszymi animatorami. Po długich namysłach zdecydowaliśmy się wyjechać i całą resztę niepewności i trudnych spraw oddaliśmy  Panu Bogu. Jak zwykle nasz Ojciec nie zawiódł nas.

Pierwszą niespodzianką były pieniądze, które znalazły się na nasz wyjazd. Dostaliśmy odszkodowanie, a kwota byla dokładnie taka jaka była nam potrzebna. Ale Bóg jest bardzo hojny i nie zaprzestał na tym. Przychodzili do nas ludzie i ze swego dobrego serca wspomagali nas finansowo. Jechaliśmy spokojni na rekolekcje choć w głębi serca brzmiało pytanie: Jak poradzimy sobie z naszym maleństwem? I w tej sprawie zostaliśmy zaskoczeni. Już na samym początku rekolekcji okazało się, że nasza najmłodsza córeczka ma swoją opiekunkę – Kasię. Był to dla nas wspaniały prezent. Dzięki temu mogliśmy w pełni i w spokoju uczestniczyć we wszystkich zajęciach.

Najbardziej kulminacyjnym momentem rekolekcji było odnowienie przyrzeczeń małżeńskich. Był to wspaniały czas odnowy nas jako małżonków i pogłębienie więzi duchowej. Zostało to wspaniale przygotowane. Przyrzeczenia składaliśmy podczas nabożeństwa. Z kościoła udaliśmy się na przyjęcie. Mieliśmy tam okazję poznać krótką historię o każdym z małżeństw, które z nami były na rekolekcjach.

Czas spędzony na rekolekcjach był najbardziej owocnym czasem w życiu całej naszej rodziny. Jako małżonkowie nigdzie indziej nie mielibyśmy szans na spędzenie tyle czasu tylko we dwoje. Dzięki temu nasza relacja bardzo dojrzała i się przeobraziła. Mogliśmy spojrzeć na naszą rodzinę z dystansu i przez pryzmat uczestników.

Dziękujemy wszystkim za ofiarowaną nam pomoc.  Moderatorom z rekolekcji Bożenie i Wojtkowi Szczurek z Olsztyna, za perfekcyjne zorganizowanie diakoni opiekuńczej i wiele wspaniałych przeżyć duchowych. W szczególności wielkie dziękczynienie Bogu za jego wszelakie łaski.

 

Eliza i Adam

 

 

Komentowanie wyłączone